|
Oszukańcza maskarada
Mogłoby się wydawać, że tylko pomysłowość polskich oszustów i drobnych naciągaczy nie zna granic. Okazało się jednak, że również w Ameryce są tacy, którzy potrafią im dorównać. Otóż jeden z mieszkańców Nowego Jorku wpadł na wyjątkowo perfidny, ale trzeba przyznać oryginalny sposób, by naciągnąć fiskusa na kolosalną sumę.
Pewien 49-letni mieszkaniec Brooklynu przez 6 lat udawał swoją zmarłą matkę tylko po to, by podpisywać za nią czeki opieki socjalnej. Przebrany za nią, w peruce i makijażu, stawał przed miejską kasą po odbiór pieniędzy. Tym sposobem w jej imieniu odebrał w sumie ponad 100 tysięcy dolarów. Przez lata w procederze tym pomagał mu wspólnik, który udawał opiekuna starszej pani.
Na Thomasie Parkinie – wyrodnym synu – i Miltonie Rimolo, oskarżonym o współudział w przestępstwie, ciąży w sumie 47 zarzutów. Jeśli czyny te zostaną im udowodnione, każdemu grozi kara nawet do 25 lat więzienia.
Prokuratura ustaliła, że zmarłą matką była Irena Prusik, co może świadczyć, że jednak jakiś polski ślad w tej sprawie istnieje. Ustalono, że Parkin udawał swą matkę od września 2003 r. aż do kwietnia br.
Jak wynika z zebranych dowodów, wszystko zaczęło się od wydarzeń w 1996 r., kiedy kobieta przekazała budynek apartamentowy, którego była właścicielką, swemu synowi. Jako jego właściciel, do 2000 r. Parkin znacznie się zadłużył, skupując ze wspólnikiem inne nieruchomości w celach spekulacyjnych.
W międzyczasie matka zmarła i syn uznał, że fakt ten może być pomocny w wychodzeniu z dołka finansowego. W tym celu sfałszował świadectwo zgonu matki, wpisując niewłaściwy numer social security i datę jej urodzenia. „Na papierze” matka żyła, mógł więc nadal odbierać jej ubezpieczenie socjalne, a nawet w jej imieniu składać pozwy sądowe wobec nowego właściciela budynku, który kiedyś należał do p. Prusik, a został przejęty za długi syna. Początkiem końca oszustwa była skarga oskarżanego mężczyzny, że p. Prusik i jej syn składali fałszywe oświadczenia pod przysięgą.
Początkowo policja nie była w stanie znaleźć żadnego dowodu na to, że p. Prusik nie żyje. Ale dalsze dochodzenie doprowadziło ich w końcu do sfałszowanego świadectwa zgonu.
W momencie zatrzymania, Parkin wyznał funkcjonariuszom: “Trzymałem moją matkę w ramionach kiedy umierała i kiedy wzięła ostatni oddech. W ten sposób stałem się z nią jakby jedną osobą.” Policjantów nie wzruszyły jednak słowa skruszonego oszusta. Prawdopodobnie trafi on na długie lata do więzienia.
Jacek Hilgier, pointpub@sbcglobal.net
|